niedziela, 15 sierpnia 2010

Freiburg 12

Freiburg 12

Niedziela 25.07.2010. Wyprawa na stronę francuską.
Nie jest to jedno z przyjemniejszych miejsc, które chciałoby się zwiedzić.

Struthof.

Jednak jakże potrzebne, by sobie uświadomić kim człowiek może stać się człowiekowi.
Ta "niezrównana dobroć" człowieka, która nagradza pracę śmiercią.

Niegdy więcej wojny.
Nigdy więcej człowiek człowiekowi wilkiem.

Czy to już nie ma miejca. A może jednak. Czasami przychodzi na myśl jak potrafimy psychicznie wykończyć drugiego odpłacając mu za jego życzliwą naiwność.

Miejsce to skłania do zadumy.










Zbłąkane myśli można trochę wyprostować w pięknym klasztorze St. Odile przy miejcowych wypiekach i gorącej kawie.










Freiburg 11

Freiburg 11

Czasami koniec tygodnia może być tak nastrojowy, że chce się wrócić do pewnej twórczości.
Tutaj poszukiwania wśród papierów.


Freiburg 10

Freiburg 10

Kolejna wycieczka w Schwarzwald.
Tym razem sobotnia wyprawa na Schaunisland.
Bardzo ciekawe szlaki wyciekowe. W zimie można tutaj sobie pojeździć na nartach.


Chyba jednak nie będę czekał na zimę. Chyba, że się przeniosę do Niemiec.
Po zrobieniu przyjemnej rundki w naturze, czas na powrót.



W drodze powrotnej udaje się na obejrzeć ładny klasztor.
Tutaj nawet posągi płaczą.









W niedzielę mamy okazję pomóc w jednej z aktywności naszego klasztoru.
Rozdawanie jedzenia ubogim. Są wśród nich także Polacy. Nie będę tutaj jednak cytował ich wypowiedzi.

poniedziałek, 19 lipca 2010

Freiburg 9

Freiburg 9


Dzień na małe przechadzki.

Zaliczenie kilku gier wszelakiego rodzaju. Inaczej: aktywny czas.








Jedna nad jezioro. Jednak bez przyjemności zanurzenia się w wodzie. Może innym razem.


Inna do ogrodu japońskiego. Mały, ale bardzo ładny.










Czas na grila i wspólne zdjęcie. Oto grupa studentów. W przyszłym miesiącu będzie kilku więcej.


Znowu nadchodzi burza. Tym razem przedziera się do samego Freiburga. Silny wiatr i deszcz. Nareszcie trochę się ochładza. Na noc wyłączam wiatrak, który muszę rankiem znowu włączyć.

Freiburg 8

Freiburg 8


Z tą nauką to nie jest tak prosto. Kiedyś słówka jakoś łatwiej wchodziły do głowy. No, ale jakoś idzie. Nasza nauczycielka stara się jak może, przynajmniej mam nadzieję. To gorąco pewnie i jej daje się we znaki.


Tutejsze piwa też starają się pomóc nam popchnąć naukę do przodu. Zawsze można się nauczyć kilku potrzebnych słówek. Großbier, bitte.




Czasami jeszcze udaje się gdzieś wyskoczyć. Ostatnio byliśmy w Neustadt w jednym z naszych domów. Po drodze wstąpiliśmy do jednego kościoła dla kierowców. Trzeba przyznać, że kierowcy też są pobożni. Fotografując w krypcie ołtarz usłyszłem: "Cicho!!" Osoba ta miała całkowitą rację. Niestety lustrzanka ma tę wadę, że robi zbyt głośny "klik".









Zdążyliśmy dojechać do Neustadt na obiad. W czasie obiadu myślałem, że się rozpuszczę. Tutaj też nie używają klimy ani wentylatorów. Ufff.

Po obiedzie uprzejmy brat Josef Faath oprowadził nas po klasztorze i opowiedział co nieco o jego historii. Dowiedzieliśmy się też o jego pasji budowania modeli z zapałek. Lata budowy i dziesiątki tysięcy użytych zapałek, które znoszą mu znajomi. Zapał i cierpliwość. Także pomoc bliźnich.

Mogliśmy podziwiać model klasztoru w Neustadt, który według pierwotnych zamiarów miałbyć zbudowany. Jednak planów nie udało się zrealizować. Na budowę modelu użyto 50.000 zapałek i chyba 3 lata na budowę. Inny to model katedry w Speyer w skali 1:150. Zostało użytych 40940 zapałek i 14 lat w wolnym czasie. Jeszcze raz, zapał i cierpliwość.

W czasie naszego pobytu tam, załapaliśmy się też na ślub i na skromne przyjęcie. Szampan i precle. Atmosfera jednak miła, przyjacielska. Towarzystwo międzynarodowe. Po weselu zostają wspomnienia i dekoracje. Para młoda odjeżdża w dorożce, gdzieś.




W drodze powrotnej wstępujemy właśnie do Speyer. Możemy podziwiać tamtejszą katedrę w naturalnych wymiarach. Trafiliśmy na jakiś tydzień historyczny i zabaw. Ludziska poprzebierani w stoje średniowieczne żyją pod namiotami tak jak może to robiono kiedyś. Niektórzy bawią się w rycerzy. No i jak na średniowiecze przystała msza jest w starym rycie, odprawiana w kaplicy królów i cesarzy.

Próba ekumenicznej jazdy na rowerze. Ksiądz katolicki i protestacki pastor.














Możemy też zobaczyć punkt z którego wyrusza się do Santiago de Compostella. Może Radek chciałby stąd wyruszyć?




Chwila na trochę zabawy i rozglądania się po straganach. Taki większy odpust.




Czas na powrót. W samochodzie słuchamy sprawozdania z meczu, w którym Niemcy walczą o brąz. Nadchodzi burza. Może trochę się ochłodzi? Dojeżdżamy na miejsce. A tu się tylko błyska, ale nie pada. Burza ominęła Freiburg. Gorąc pozostaje.

Freiburg 7

Freiburg 7

No to tak jak przewidywałem. Mało czasu na pisanie. Zostaje go jeszcze mniej, jak zaczyna się podróżowanie i zwiedzanie.
Dzisiaj wieczorem (sobota) jest trochę czasu. Może uda mi się trochę napisać. Chociaż troszkę. Choć nie wiem czy jeszcze dzisiaj coś włożę na bloga. (No i nie udało się.)

Zacznijmy od zjęcia domu we Freiburgu. Zazwyczaj zdjęcia robię "od tyłu", więc i w tym wypadku udało mi się tego dokonać. Jak mi się uda to kiedyś zrobię go i od frontu.

Jak ktoś czyta tego bloga (może?) to zapewne pamięta o opisywanym święcie wina. Tutaj artystyczne wykonanie kieliszka, który musiało się kupić na własność. Umieją zarabiać.

Pozostałościami wina proszę się nie przejmować. Naczynie owo zostało następnie przepisowo wymyte.


Po różnych świętach i gorącach niekiedy ktoś czegoś zapomni. No i tutaj pewnie "pan Hilary" będzie szukał okularów. Jednak nie znajdzie ich na własnym nosie.

wtorek, 6 lipca 2010

Freiburg 6

Freiburg i nauka


Teraz to już na poważnie.
Nauka i jeszcze raz nauka.

Sprichst du Deutsch?
Nein.
Was, Wie, Wer, Woher, Wu
i nic nie pomoże.